Tekst piosenki: Stefan Friedmann - Batman
Gdy wieczorem do snu kładę
Życiem skołataną głowę
Gdy szum miasta się oddali
W radiu słychać drętwą mowę
Kiedy światło gaśnie miękko
Niskim stopniem zasilania
Sąsiad z góry spuścił tapczan
Żeby szlag go trafił, drania!
Wtedy mogę bez znudzenia
Bez znudzenia snuć marzenia
Oto zima, kra na stawie
Dzieci biedne, nic nie czują
Nagle pęka lód podstępny
Dziecko w ciemną toń schwytując
Krzyczą ojce, mdleją matki
Widać tylko pompon z czapki
Wtedy ja, jak nagły grom
Ratuję go, skacząc w toń
Batman, Batman
Z niebezpieczeństw sobie drwię
Batman, Batman
Uratować ciebie chcę
Batman, Batman, Batman
(Batman)
Żyję sobie całkiem szaro
Nawet starą też mam starą
Nienawidzę kierownika
Moczymordy, skurczybyka
Marzę, żeby stracił nogę
On mnie gnębi - ja nie mogę
Ciągle w pracy mną pomiata
Czuję przez to się jak szmata
Za to nocą, bez znudzenia
Mogę swoje snuć marzenia
Widzę go, jak wciąż się mizdrząc
Przez ulicę idzie, gwiżdżąc
Nie dostrzega cienkiej skórki
Upadł pomimo podpórki
Leży teraz jak padalec
A tutaj nadjeżdża walec
Drze się, ryczy - ja się zjawiam
I z opresji go wybawiam
Batman, Batman
Z niebezpieczeństw sobie drwię
Batman, Batman
Uratować ciebie chcę
Batman, Batman, Batman
(Batman)
Dlaczego zostałem Batmanem?
Potrzebowałem tego
Po prostu czułem
Że ja właśnie to mogę robić
Miałem najlepszą głowę za młodości
Mogłem równowagi nie tracić nigdy
Nawet po większej ilości
Chłopaki mnie zazdrościli
Nieraz mówili:
"Kazik, ty to byś się nadał
Na człowieka nietoperza"
Strój mnie żona uszyła z podomki
To dzieci mnie okno otworzą, a ja - fru!
Ludziom pomoc nieść w cierpieniu
Tu ktoś nabrudził
Ktoś stłukł szybę
Tu ukradł węgiel...
A ja go cap! Od razu!
I do komisariatu drania!
A co? Batman jestem!
Sprawdź interpretację na Wersuj.pl
Dodaj adnotację do tego tekstu »
Historia edycji tekstu