Tekst piosenki: KaeN - Underdog
Czasami peace and love, a czasami szczerzę kły
Zawsze byłem underdog, a to wojownika tryb
Czasami peace and love, a czasami szczerzę kły
Zawsze byłem underdog
Najlepszą obroną jest atak
Już nie mam nad głową jebanego kata
W postaci przeklętego, chorego kaca z Kolumbii
Na szczęście nie łapie mnie katar
Słowianinem jestem, tak samo mój tata
To z dziada pradziada słowiańska wataha
W tych żyłach przepływa do życia ten zapał
Bo w życiu się liczy ta włożona praca
Nie szmata, nie szata, bez zasad to szatan
To zdrada, to wada, to strata, to krata w karatach
Zapłata za lata na ratach
Ja latam jak gadam, ja gadam jak Marshall
Lwiory się sypią, liryczny to tartak
Do plebsu należę, nie pracuje szlachta
Do pracy mam ręce, więc lecę na maksa
By nigdy te kiszki nie grały mi marsza
Szydzą dzieciaki z dzieciaków
Że w domu jest skromnie, że dziurawe buty
Że tata nie kupił Jordanów
Bo tata niestety to nie ma na ruchy
Ten rudy, ta gruba, ten chudy, ta suka
Ten gubi się w ruchach na skróty
Łyk wódy do czuba, do zguby ta gruda
Ten skuty, ten upadł zatruty
Po co ta cała nienawiść?
Zrodzona przez haram masari?
Znów nowa choroba na bani
Na szacie logotyp Armani
W Hiltonie śniadanie jak Paris
W kredycie się toczy Ferrari
Życie na pokaz czasami rujnuje
Zostawia Cię typie z długami
Ratatatata jak Scarface
Jak Iceberg mam luksus
Wychodzę wysoko jak Eiffel
Jest fajnie, więc luz już
Moim luksusem to moja rodzina
A dzięki muzyce to ciepła jest zima
Od kiedy ruszyła szalona machina
Człowieku, poświęcam się temu nad wyraz
Daję Ci siebie, bóle i troski
Każdy ma defekt - wyciągnij wnioski
Daję Ci siebie, człowiek ze zgliszczy
To życie w gniewie zawsze wyniszczy
Ej, słowa to moje naboje
To moje wkurwienie, to szczęście
Ej, najpierw serducho włożone do pracy
By później był payday
Ej, w iluzji żyjemy
Fałszywe gówno widzimy na Fejsie
Ej, z pozoru para się kocha
Naprawdę nie kocha - to ferment
Ej, co by nie było to niesiemy prawdę
Na przypale z fartem, na diecie i z fartem
Idziemy na całość, tak samo jak Chajzer
Nieważne, że bajzel, nieważne, że parter
A bredna ta suka puściła Cię kantem
Podniesiesz się, życie Ci dane jest skarbem
To złoto jak Alpen i złoto jak Amber
Czasami peace and love, a czasami szczerzę kły
Zawsze byłem underdog, a to wojownika tryb
Czasami peace and love, a czasami szczerzę kły
Zawsze byłem underdog, a to wojownika tryb
Sprawdź interpretację na Wersuj.pl
Dodaj adnotację do tego tekstu »
Historia edycji tekstu