Tekst piosenki:
Nie jest masonem ten, kto przywdział fartuch
i rękawiczki ze skóry czy jedwabiu.
Gdyby tak było, byłby to absurd,
choć w to wierzy grono nędznych karykatur z Watykanu.
Fasadowi farmazoni, duchowi okupanci, spustoszyli co święte,
zniweczyli oni wręcz tradycje eseńskie.
A niosły prawdy alchemiczną esencję.
Fasadowi farmazoni ukryli ważne ogniwo historii,
fabrykując słowa na wagę złota,
płynące z kronik, utrzymując ludzkość w ciemności bez krzty przeprosin.
Choć to krąg dosyć wąski, wielu pochodzi z akademickich środowisk,
do dziś się zwodzi siłą dogmatów, jak syreni śpiew żeglarza,
niczym iluzją oaz w pustynnych mirażach.
A więc rękawiczki odziewają farmazoni
nie z pobudek religijnych, lecz by nie ujebać dłoni nieprawością,
którą czynią rubasznie, z dbałością, by umknęła społeczności Wraszni ( Vrishni )
Obecnie masoneria zatraciła tradycję, zdegenerowała do poziomu powierzchni.
Stała się teatrem lalek na scenie politycznej, a jej tajemnice, zapomniane, odeszły.
Teatr pustych ceremonii, a w nim marionetki fasadowi farmazoni.
Niegdyś była świątynią transcendencji,
dziś echem dawnej epoki szeptanych opowieści.
Historia tajnych stowarzyszeń jest opowieścią
o nieustannej walce bractw światła i cienia.
Ciemne są siedliskiem węży i ścieżką do zniewolenia, światłe wyzwalają z więzienia.
Symbole te same, choć są używane do innych celów w każdym jednym stowarzyszeniu.
Ciemne prowadzą do krętych dróg labiryntu, światłe — ku arkanom okultyzmu.
Masoneria stała się instrumentem wpływu,
polityczną bronią inżynierii społecznej.
Niegdyś symbole winne budzić świadomość,
by tu dziś usypiają wpływem magii tajemnej
w przebraniu tradycji, jak prawił zacny jego gość.
I tym się stała ciałem bez duszy.
Grzeszni, nieczyści sprzeciwili się Bogom.
Nie odnajdą upragnionych, zagubionych kluczy.
I toną w swej próżności jak loże, choć mury stoją.
Zgasło w nich światło Boże, które nieść mieli.
W ciemności pogrążeni, oślepili doliną mroczną,
ku upadkowi kroczą wtajemniczeni.
Nie znając źródeł, jak również znaczeń symboli.
Świątynia staje się pustą dekoracją.
Gdzie mistrz, a gdzie uczeń, a gdzie podział roli.
Zatracone w swej pozie fasadowe bractwo.
Inicjacja formalnością bez głębszego celu.
Jest jak pieczęć bez dokumentów.
Współczesna masoneria nie ma już sensu.
Uwagi już nie poświęca większemu dziełu,
by wznieść światło boskie w boskie ciało i umysł.
Proszą o troskę, o dbałość w czasach ponurych.
Budulcem świątyni człowieka są cnoty,
myśli i doświadczenia, mądrością gnozy.
Światłem ciemność rozproszyć ignorancji cień,
co przysłonił wewnętrzny wzrok.
Takież to były pierwotne założenia masonerii.
Tchnąć światło w gęstniejący mrok.
Co spłynie po pniu do korzeni, by się po nim wznieść ku koronie.
Wspina się po drabinie gałęzi. Gałęzie są niczym sploty nerwowe.
Gdy dotrze do korony,
proces odnowy rozpocznie się, by przewinąć wodę w wino.
Cztery rzeki płyną w owym drzewie. Drzewo życia — człekiem.
Kolejnym szczeblem — kolejna z Sefirot.
Szkoły misteryjne pierwotnie miały za cel służyć metafizycznej przemianie.
Dziś są cieniem samych siebie. Pozostały fartuchy.
A gdzie oddanie tej wyższej sprawie? Wolność nie jest darem. Jest boskim prawem,
boskim przywilejem. Lecz cóż zadaniem? Wypełnienie ścieżki swej i zdanie boskiego egzaminu,
z wyróżnieniem z tęczowym paskiem i uwolnienie się od troski cierpień.
Lecz nie przedwcześnie. Już wiesz, jakież to ciężkie konsekwencje
czają się na tych, co myślą o ucieczce.
Upaniszady wyjaśniają te kwestie.
Buduj świątynię nie dłutem, piłą czy młotem,
a praktyką, co zapala w niej wieczny ogień.
I świętym duchem przepełniony na wskroś jest człowiek,
świętym olejem — kresomózgowie.
Co spłynie po pniu do korzeni,
by się po nim wznieść ku koronie.
Wspina się po drabinie gałęzi.
Gałęzie są niczym zbrody nerwowe.
Gdy dotrze do korony, proces odnowy
rozpocznie się, by przemienić wodę w wino.
Cztery rzeki płyną w owym drzewie.
Drzewo życia — człekiem, kolejnym szczeblem, kolejna z Sefirot.