Czyro Cezeter - Miszmasz

Tekst piosenki:


Verse 1:

Jestem zdesperowany już jak Sławomir Opala,
żeby przerwać zaraz marazm potrzebny byłby kałach.
Dosyć mam rzygania żółcią na sam widok śniadania,
wracania po to, by się przespać i na nowo zapierdalać.
Zmarnowane weekendy: litry wachy, kilometry,
litry piwa, barometry, tłoki, tłuki i bilety;
odreagowywanie potęgowane przez problemy
- ja chcę mieć co pamiętać, jak Kazek Staszewski.
A nie mam póki co niczego, czym mógłbym się chwalić,
Z czego miałbym być dumny, no proste - nie ma nic za nic.
Tylko siedzieć i podbudowywać wspomnienia browarem,
by morali detale były stale fundamentalne.
Jak Ziemkiewicz nie toleruję szmat załganych, precz!
Niech nie stoją między porządnymi kobietami!
„Jestem zły” - nazwałem „świnią” ten typ nietypowej damy,
co przegrywa ze zdrajcami na rzecz ślepej monogamii!


Ref. x2:

Z życia wydedukowałem morał będący abstraktem,
Że jak Ci podstawią michę, to chcą żebyś zamknął japę!
Żeby nie stracić zębów na jakiejś przypadkowej wpadce,
muszę nieustannie patrzeć, czy nie ma kości w kiełbasie!


Verse 2:

Tak jak Oru’a - mnie też nie wychowywał Internet,
no bo zaczął mnie psuć dopiero od ’07.
Teraz to tylko narzędzie, którym pogłębiamy wiedzę,
a nie czaję tych ciągłych zmian statusów na Fejsie.
Od kiedy na komórki zaczęliśmy dzwonić z budki,
technologia zaczęła uciekać jak z karty impulsy.
Jak zawsze muszę swój rap w sentymenty wpierdolić,
całe szczęście coraz częściej mnie moja pamięć zawodzi.
Co dzień ją przytłacza zbędnych informacji nakład,
rośnie gul wielkości garba, którego imię to praca.
Nie nadaję się do biura, mam problemy z interpunkcją
- do tego walę w chuja - przełożeni mnie nie lubią.
Radykalne poglądy, nieustępliwie własne zdanie,
Niesubordynowanie (czasem) przez pobudki moralne.
Nigdy nie byłem kimś, kto stawałby na barykadzie.
Byłem, pozostanę tym co woli mieć wyjebane!